Tinto de verano: hiszpańskie letnie wino z lemoniadą
Legenda o tinto de verano ma wszystko, co legenda mieć powinna: nazwisko karczmarza, adres lokalu, dekadę powstania, pasodoble i film z Lolą Flores. Brakuje jej tylko jednego: jakiegokolwiek dowodu, że tak rzeczywiście było.
Tinto de verano to hiszpański letni napój z taniego czerwonego wina i lemoniady cytrynowej albo słodkiej wody gazowanej, mieszany mniej więcej pół na pół, z górą lodu i plasterkiem cytryny w wysokiej szklance. Nikt nie potrzebuje do tego ani shakera, ani przepisu. Hiszpanie piją je latem częściej niż sangrię, choć reszta świata jest przekonana, że nic innego nie piją.

Co oznacza tinto de verano i dlaczego w Kordobie nazywano je Vargas
Nazwa jest opisowa aż do znudzenia: tinto to w Hiszpanii zwykłe słowo na czerwone wino, de verano znaczy letnie. Ciekawsza jest druga nazwa, którą napój nosił w Kordobie - un Vargas. O tym, skąd wzięło się to Vargas, krążą dwie legendy a Andaluzja do dziś nie rozstrzygnęła, która jest prawdziwa. Jedna mówi, że od karczmarza Federica Vargasa, który w latach dwudziestych ubiegłego wieku w gospodzie Venta de Vargas na skraju Kordoby rozcieńczał wino wodą sodową z syfonu, żeby dało się je pić nawet przy czterdziestu stopniach w cieniu. Druga twierdzi, że to skrót od słów Valdepeñas (region taniego wina w Kastylii) i gaseosa (woda gazowana), który andaluzyjska wymowa przekształciła z "valgas" w "vargas". Obie brzmią dobrze. Dowodu nie ma żadna.
Dziś tinto de verano jest napojem ogólnokrajowym o andaluzyjskim rodowodzie: po Hiszpanii rozlało się w latach sześćdziesiątych i znajdziesz je wszędzie. Baskijskie kalimotxo zamiast lemoniady używa coli i jest o pół wieku młodsze. Sangria to z kolei starsza siostra z wymaganiami: owoce godzinami macerowane w winie, cukier, często i likier, więc nie da się jej zmieszać w pięć sekund - i ma więcej alkoholu, nie mniej. Za granicą ten sam pomysł pojawia się bez cukru: niemiecki Weinschorle i węgierski fröccs rozcieńczają wino zwykłą wodą gazowaną, a we włoskiej Abruzji mieszają z gazzosą wino białe.

Kto je wymyślił i kto naprawdę je spopularyzował
Gospoda Venta de Vargas naprawdę istniała, była to knajpa flamenco z własną małą areną - tyle da się udokumentować. To, że powstało tam tinto de verano, głosi ustna tradycja i strony, które przepisały ją jedna od drugiej; dokumentu z lat dwudziestych nie znalazł nikt. Tym, kto bezspornie rozpowszechnił napój, nie był karczmarz, tylko producent wody gazowanej. Firma La Casera powstała w Madrycie w 1949 roku, a jej słodka woda gazowana stała się drugą połową szklanki w całym kraju; w latach osiemdziesiątych miała hasło "Si no hay Casera, nos vamos" - gdy nie ma Casery, idziemy gdzie indziej - i zdobyła nim nawet międzynarodowe nagrody reklamowe, co wodzie gazowanej nie zdarza się często. Nazwę dała napojowi Kordoba, ale karierę zrobił w Madrycie.
Con limón czy con blanca: dwa słowa, które decydują
Wino jest w tym napoju celowo najtańsze z możliwych - młode, stołowe, takie, na jakie Hiszpanie mają określenie vino peleón, wino zawadiackie. Kto do tinto de verano wleje reservę, marnuje pieniądze i wino, bo lemoniada zabije wszystko, z czego winiarz był dumny. O drugiej połowie decyduje jedno słowo: con limón oznacza lemoniadę cytrynową i jest to słodsza wersja domyślna, którą dostaniesz, jeśli nic nie powiesz; con blanca albo con Casera to czysta słodka woda gazowana, w której wino czuć wyraźniej. Potem już tylko lód, dużo lodu, i plasterek cytryny, czasem pomarańczy. W efekcie napój ma około pięciu procent alkoholu, mniej więcej tyle co piwo, dlatego tinto de verano da się pić nawet w południe.
Pije się je latem, w ogródku, do obiadu i zamiast niego, w szklankach albo w dzbankach - jarra dla całego stołu to zwykłe zamówienie. W barze szklanka kosztuje zwykle 2,50-4 EUR; w ogródkach przy głównych deptakach turystycznych bywa i kilka razy tyle, więc warto zajrzeć do karty, zanim zamówisz. Kto nie chce słodkiego, mówi "con blanca" i dostaje napój, który smakuje winem, a nie cukierkiem. A kto zamówi sangrię, dostanie sangrię, tyle że przy sąsiednim stoliku, tym z miejscowymi, raczej nikt jej pić nie będzie.

Szklanka, po którą w Hiszpanii sięgam zawsze
Tinto de verano piłem w wielu miejscach w całej Hiszpanii i zamawiam je za każdym razem, kiedy tam jestem; wyjątkiem jest Kraj Basków, gdzie przerzucam się na kalimotxo. Smak jest za każdym razem podobny: najpierw chłód i bąbelki, potem słodka cytryna, a dopiero za nimi wino, raczej jako kolor niż jako smak, z lekką cierpkością, która nie pozwala mu być zwyczajną lemoniadą. Nigdy nie zapisywałem, ile gdzie kosztowało; to nie jest napój, przy którym pamięta się rachunek. Kto wymyślił tinto de verano, tego się nie dowiemy. Kto je pije, widać w każdym hiszpańskim ogródku.