Szwajcaria
Szwajcarskie sery
Świat wyobraża sobie szwajcarski ser z dziurami, tyle że z całej rodziny ma je właściwie tylko ementaler. Przewodnik po dziewięciu szwajcarskich serach: od Gruyère, który strącił ementalera z eksportowego tronu, przez Appenzeller z tajemną ziołową zalewą i Tilsitera, który nosi nazwę nieistniejącego już miasta, po Sbrinza, którego się nie kroi, tylko łamie.
Tête de Moine: szwajcarski ser, który struga się w rozetki
Tête de Moine to półtwardy szwajcarski ser z surowego mleka krowiego z gór Jura, którego się nie kroi, tylko struga maszynką girolle w cienkie rozetki. Nazwę "głowa mnicha" dostał dopiero za rewolucji francuskiej, a girolle pochodzi z 1982 roku. Jak powstaje ten ser, dlaczego strugany smakuje inaczej niż krojony i ile kosztuje pudełko rozetek w supermarkecie.
Schoggiweggli: bazylejska bułka z czekoladą
Drożdżowa maślana bułka naszpikowana dużymi kawałkami czekolady, nacinana przed pieczeniem, żeby już z witryny było widać, co jest w środku. Wymyślić ją miał w 1975 roku bazylejski cukiernik Anton Bachmann - choć ten rok podaje tylko jego własna firma. Co oznacza nazwa, dlaczego Niemcy mylą ją z innym wypiekiem i ile bułka kosztuje w Bazylei.
Birnbrot: gruszkowy chleb ze szwajcarskich gór
Birnbrot to wypiek ze wschodniej Szwajcarii, w którym ciasto jest tylko cienką otoczką; sercem jest gęste nadzienie z suszonych gruszek, orzechów, fig i przypraw. Narodził się w górach, gdzie drogą mąkę rozciągano suszonymi owocami, a w Engadynie płaci się nim w dzień świętego Szczepana za zjazd na saniach. Kroi się go w cienkie plastry do popołudniowej kawy; mniejszy brat birnweggen piecze się w okolicach Lucerny.
Precel: pieczywo ługowane
Precel to pieczywo ługowane z południowych Niemiec, które zadomowiło się w całym niemieckojęzycznym świecie - w Austrii, Alzacji i w Szwajcarii. Nazwa pochodzi od łacińskiego słowa oznaczającego ramię. Wokół samego precla narosło więcej legend niż dowodów. Do jego wyrobu używa się słabego roztworu ługu.
Szwajcarskie pieczywo
Silserkranza się nie kroi - z wieńca ługowanych bułek każdy odłamuje sobie swoją. Nazwa nie pochodzi wcale od górskiej wioski, jak się często powtarza, ale od słonej kąpieli, którą wieniec ma wspólną z preclem. Do wieńca dorzucam dwie kolejne pozycje z witryny szwajcarskiej piekarni: maślaną bułkę Butterweggli i ziemniaczaną bułkę Kartoffelbrötchen - razem z cenami i wrażeniami smakowymi.
Szwajcarska czekolada
W Szwajcarii nie rośnie ani jeden kakaowiec, a mimo to dla całego świata jest ona synonimem czekolady. Wystarczyły do tego dwa wynalazki z końca XIX wieku: mleczna czekolada z Vevey i konszowanie z Berna. Do tego ustawa Swissness, przez którą z opakowania Toblerone zniknął Matterhorn, i supermarketowe marki, po które sięgają sami Szwajcarzy.
Szwajcarskie wino
Szwajcarzy wywożą ledwie jedną butelkę wina na sto, resztę wypijają sami. Wśród win białych rządzi Chasselas, którego kolebki genetycy szukają nad brzegami Jeziora Genewskiego; czerwoną dumą jest Cornalin - odmiana, która w rodzinnych Włoszech wymarła i przetrwała tylko w Valais. A że tarasowe winnice uprawia się ręcznie, wożenie butelek w świat po prostu się nie opłaca.
Szwajcarskie piwo
W 1990 roku Szwajcaria miała 32 browary, dziś ma ich ponad tysiąc - najwięcej na świecie w przeliczeniu na mieszkańca. Za tym skokiem stoi upadek kartelu, który przez pół wieku dyktował krajowi, kto może warzyć i co. Od lagerów z zamku Feldschlösschen przez bazylejskie Ueli z pierwszego w kraju browaru restauracyjnego po Chopfab, którego nazwa nie oznacza tego, co przez lata było tu napisane.
Co przywieźć ze Szwajcarii?
Ze Szwajcarii przywożę przede wszystkim sery: pikantny Appenzeller, prawdziwy Emmentaler z doliny rzeki Emme, Gruyère jako podstawę fondue i miks degustacyjny na rozeznanie się. Do tego dorzucam gruszkowe ciastka birnweggen, suszone wędliny z włoskojęzycznego kantonu Ticino i kilka tabliczek czekolady - mleczna narodziła się zresztą właśnie w Szwajcarii. Prawie wszystko kupisz w zwykłym supermarkecie.