Hippo Café: kawa jajeczna z widokiem na praską Sapę
Tarasy widokowe w Pradze chwalą się zwykle Zamkiem Praskim albo rzeką. Jeden z moich ulubionych wychodzi na blaszane dachy hurtowni: siedzisz nad zgiełkiem wietnamskiego targowiska Sapa, w dole palety i wózki z towarem, a na stole szklanka, w której na czarnej kawie leży warstwa gęstej piany z żółtek.
Hippo Café to kawiarnia na dachu z własną palarnią kawy, na terenie Sapy w praskiej dzielnicy Libuš, a kawę jajeczną ubijają tu dokładnie tak jak w Hanoi. Nazwę wzięła od hipopotama, po angielsku hippo; dlaczego akurat od niego, nie udało mi się ustalić. To chyba jedyny niewietnamski element w całym lokalu.

Cà phê trứng: kawa, którą barman wymyślił z konieczności
Cà phê trứng oznacza dosłownie jajeczną kawę, a przepis brzmi jak żart, dopóki nie masz szklanki przed sobą: surowe żółtka ubija się przez kilka minut ze słodzonym mlekiem skondensowanym, aż powstanie z nich gęsty słodki krem, który kładzie się na małą mocną kawę z metalowego filtra phin. Białka się odrzuca, liczą się wyłącznie żółtka. Wymyślił to Nguyễn Văn Giảng, barman hanojskiego hotelu Metropole: świeże mleko było po wojnie w Hanoi towarem deficytowym, jajka nie, więc zastąpił nimi mleczną piankę. W 1946 roku otworzył własną kawiarnię Giảng, a jego rodzina prowadzi ją do dziś.
Piana to tu osobne danie. Kawę jajeczną pije się łyżeczką od góry - najpierw słodki krem, potem gorzka kawa pod nim - a całej szklanki nie należy mieszać: napój przez to stygnie, a piana zaczyna przypominać to, z czego powstała. W Hanoi gorącą wersję podaje się w filiżance wstawionej do miski z gorącą wodą, żeby krem pozostał ciepły; latem podaje się też wersję z lodem. Z przepisu wymyślonego z konieczności zrobił się z czasem towar eksportowy - pianę z żółtek ubijają dziś wietnamskie kawiarnie w Tokio i San Francisco. A także w Czechach.

Kawiarnia z własną palarnią nad targowiskiem
Hippo Café to firma rodzinna, a kawę spod piany pali we własnej palarni, na terenie targowiska. Obsługa mówi płynnie po czesku i chętnie pokaże, jak powstaje kawa jajeczna - samo ubijanie kremu zajmuje kilka minut. A kto woli kawę bez jajek, dostanie tu też klasykę z filtra phin - poświęciłem jej osobny artykuł.
Do Sapy rzadko jedzie się tylko na kawę, więc potraktuj Hippo Café jako ostatni przystanek: najpierw zupa w jednej z tamtejszych restauracji, potem zakupy spożywcze - produkty, których nigdzie indziej nie dostaniesz - a na taras dopiero z pełną torbą. Kawa jajeczna to raczej deser niż zastrzyk energii - zostaw ją na koniec wizyty.
Taras nad Sapą
Kawę jajeczną piłem właśnie tutaj, na tarasie Hippo Café, ze szklanką na metalowej tacce i z widokiem na całą Sapę. Piana to gęsty słodki krem, bliżej mu do budyniu z żółtek niż do mlecznej pianki, a mocna gorzka kawa od spodu trzyma go w ryzach; pierwsze łyżeczki, oprószone kakao, to czyste cukiernictwo, kawa odzywa się dopiero pod nimi. Zapłaciłem 120 CZK (4,80 EUR). Tego napoju nie da się wypić w pośpiechu - a taras nad Sapą to właśnie takie miejsce, gdzie to nie przeszkadza.
Hippo Café