Bucuria: legenda mołdawskich słodyczy
Mało która fabryka może wpisać do firmowej kroniki, że wychowała dwóch premierów. Bucurii się to udało: Vasile Tarlev w 2001 roku stanął na czele rządu Republiki Mołdawii prosto z gabinetu dyrektora, a Pavel Filip, który przejął po nim dyrektorski fotel, dotarł do fotela premiera piętnaście lat później. W kraju, w którym rządy zmieniają się szybciej niż receptury, to jak na jedną fabrykę czekolady całkiem przyzwoity bilans. Bucuria (czytaj "bukurija") to największy mołdawski producent słodyczy: kiszyniowska fabryka, której nazwa oznacza radość, a której cukierki, czekolady i karmelki towarzyszą kuchni mołdawskiej od 1946 roku. Bombonierka z owalnym logo to zarazem jedna z polecanych mołdawskich pamiątek kulinarnych.

Od koszar do cukierków: jak powstała Bucuria
Najstarszą kiszyniowską wytwórnią słodyczy Bucuria jednak nie jest - to następczyni, a nie protoplastka. Międzywojenna Besarabia miała około czterdziestu dziewięciu zakładów cukierniczych, a dziesięć z nich utrzymywało się wyłącznie z cukierków; do najbardziej znanych należała wytwórnia Savvy Garagulego z 1924 roku i niewielka fabryczka cukierków Nuhima Rozenberga z 1933 roku. Wojna zmiotła ten drobny świat: w 1944 roku ocalałe zakłady połączono w państwową Fabrykę Cukierniczą nr 1, a dwa lata później rząd radzieckiej Mołdawii postanowił, że na terenie dawnych koszar stanie nowa fabryka, zdolna produkować dwadzieścia ton słodyczy dziennie. Maszyny trafiły do niej z niemieckich reparacji wojennych, a co do dokładnej daty założenia nie zgadzają się nawet źródła firmowe - pewny jest tylko rok 1946.
Na początku nie była zresztą zakładem czysto cukierniczym: wkrótce doszedł makaron, potem herbatniki, a oficjalna nazwa brzmiała w końcu prozaicznie "fabryka słodyczy i makaronów". Dopiero w 1962 roku władze nadały jej nazwę Bucuria, czyli radość - a fabryka przy okazji uporządkowała asortyment: z makaronem skończono, herbatniki przeniosły się do Bielc, a w Kiszyniowie zostały same słodycze. Nazwę oznaczającą radość dostała więc dopiero wtedy, gdy pozbyła się makaronu. Po rosyjsku nazwy się nie tłumaczy, tylko transliteruje: Букурия.

Wiśnie w fondancie, winogrona z pestkami i grylaż Meteorit
Najbardziej płodny rozdział zaczął się w 1977 roku, kiedy Bucuria otrzymała status przedsiębiorstwa badawczo-doświadczalnego i zaczęła systematycznie przetwarzać to, co radzieckie planowanie nazywało surowcami nietradycyjnymi: owoce z mołdawskich sadów. To właśnie z tej epoki pochodzi większość dzisiejszych klasyków. Vișină în ciocolată to wydrylowana wiśnia nasączona alkoholem, zatopiona w fondancie i oblana czekoladą - daleka krewna Mon Chéri z Włoch, tyle że zamiast płynnego likieru wiśnię otula masa cukrowa. Struguri în ciocolată idą o krok dalej: to całe winogrona nasączone alkoholem, razem z pestkami, które pod czekoladową kopułką niespodziewanie chrupią. Opakowanie głosi przy tym "produs de post", czyli produkt postny - dwa procent alkoholu w środku etykieta wielkodusznie pomija.
Grylaż Meteorit - podobno ulubiony cukierek miejscowych spośród całej oferty marki - to grudka prażonych orzeszków ziemnych spojonych miodem i oblanych czekoladą. Chișinăul de seară, czyli Wieczorny Kiszyniów, to z kolei suszone śliwki z rodzynkami pod czekoladą; suszone owoce w czekoladzie zna cała przestrzeń postradziecka, ale w Mołdawii zapuściły wyjątkowo głębokie korzenie - koszyczki Coșuleț podają je w wersji ze śliwkami, z czereśniami, a od niedawna także z pomarańczami (a kto chce sprawdzić, co potrafi mołdawska suszona śliwka bez czekolady, znajdzie ją w odświętnych śliwkach nadziewanych orzechami, duszonych w winie). No i jest jeszcze Lapte de pasăre, czyli ptasie mleczko: puszysta pianka z białek i mleka skondensowanego, którą Bucuria sprzedaje też w wersji Tort - co wbrew nazwie nie jest tortem, tylko bombonierką z trzywarstwowymi kawałkami pokrojonymi tak, żeby tort przypominały.

W prezentowej lidze grają bombonierki o regionalnych nazwach: Moldova, Vatra Moldovei, Dorința, Nostalgie czy likierowa Livada Moldovei Regală, w której pod jednym wieczkiem spotykają się wiśnie, śliwki i winogrona. Reszta regałów należy do codzienności - drażetki w torebkach, dropsy w okrągłych puszkach, galaretki, karmelki i wafelki Artek z nadzieniem od chałwowego po cappuccino, a do tego waflowy Tort de firmă w czekoladowej polewie. To ten sam rytuał co bombonierka zanoszona babci w odwiedziny - tylko że tutaj wybierasz ją z całej ściany.

Młodsza siostra radzieckich fabryk czekolady
W rodzinie wielkich wschodnich fabryk czekolady Bucuria jest beniaminkiem. Moskiewski Krasnyj Oktiabr wywodzi swój rodowód już z 1849 roku, kijowska fabryka - dzisiejszy Roshen - z 1886 roku, a mińska Kommunarka z 1905 roku; wszystkie stoją na przedrewolucyjnych fundamentach, podczas gdy Bucuria jest dzieckiem czysto radzieckim. Wspólna jest też spora część repertuaru. Ptasie mleczko zastrzegł jako znak towarowy w 1936 roku warszawski cukiernik Jan Wedel - kuchnia polska zna je do dziś jako ptasie mleczko - a radziecki minister przemysłu spożywczego trzy dekady później skosztował go w podróży i kazał w kraju opracować recepturę od nowa. Wafelki Artek noszą z kolei nazwę obozu pionierskiego na Krymie i wypiekano je także gdzie indziej w Związku Radzieckim. Mołdawski charakter wniosła do tej rodziny dopiero praca z własnymi owocami - przede wszystkim winogrona w czekoladzie, typowo mołdawski pomysł kraju winiarskiego.
W latach osiemdziesiątych fabryka produkowała ponad czterdzieści tysięcy ton słodyczy rocznie, a owoce uprawiało dla niej własne zrzeszenie dziesięciu sowchozów. Cukierki Bucuria były wtedy towarem luksusowym: pisarka Maria Pilchin wspomina, że z braku opakowań sprzedawano je zawinięte w szary papier albo w gazetę i jako rzadki prezent jeździły pociągiem Prietenia, czyli Przyjaźń, z Kiszyniowa do Bukaresztu. Po 1990 roku zaczęli je masowo wozić do Rumunii besarabscy studenci dla kolegów z roku. Ze studenckiej kontrabandy wyrósł regularny handel: cukierki mają dziś w Rumunii w ofercie sklepy internetowe i sklepy z besarabskimi produktami, a kioski z nimi stały nawet na samych stacjach bukareszteńskiego metra, gdzie sprzedawano je na sztuki. Dla mołdawskiej diaspory to smak domu, dla Rumunów odkrycie, które dotarło do nich w plecakach.

Słodka potęga, ale z haczykami
Rozpad Związku Radzieckiego fabryka przetrwała z trudem - w najgorszych latach miała w ofercie zaledwie 56 rodzajów cukierków - i wygrzebywała się z kryzysu przez całe lata dziewięćdziesiąte. Dziś według własnych danych odpowiada za mniej więcej siedemdziesiąt procent mołdawskiej produkcji cukierków, ma w ofercie ponad dwieście rodzajów wyrobów, eksportuje do krajów od Rumunii po Kanadę, a w samym Kiszyniowie prowadzi siedemnaście sklepów firmowych; na krajowe surowce - cukier, miód, śliwki, mąkę i orzechy włoskie - wydaje około stu milionów lejów rocznie.
Wizytówka Mołdawii ma jednak także mniej pocztówkowe oblicze: większość akcji od dawna należy do rosyjskiej spółki, a część nowszych cukierków, choćby serię Nunta, produkuje na zlecenie turecka firma, bo kiszyniowskiej fabryce brakuje rąk do pracy. Kto chce mieć pewność, że cukierki pochodzą z Kiszyniowa, niech trzyma się klasyki - Meteorit i Wieczorny Kiszyniów nadal powstają na miejscu. Asortyment zresztą ciągle się zmienia: tabliczek czekolady o smakach takich jak słona prażona kukurydza, cytryna z pieprzem czy imbir z jeżyną na razie na próżno szukać w oficjalnym katalogu.

Pod logo Fondată în 1946
Do sklepu firmowego Bucurii przy bulwarze Ștefan cel Mare w Kiszyniowie (zobacz Gdzie zjeść w Kiszyniowie) wszedłem głównie dla samego widoku: nad regałami świeci czerwony owal z napisem "Fondată în 1946", pod nim sprzedawczyni w czerwonym fartuchu układa bombonierki, a na dolnej półce stoją, nieco niespodziewanie, butelki mołdawskiego winiaku divin KVINT, przywiezione aż z Tyraspolu. Nic nie kupiłem. Koszyczki Coșuleț ze śliwkami i czereśniami kupiłem już wcześniej w supermarkecie Nr.1, o czym piszę w artykule Co przywieźć z Mołdawii; smakują dokładnie tak, jak wyglądają - pod grubą warstwą czekolady suszona śliwka zachowuje ziemistą słodycz, a kandyzowana czereśnia skrywa soczystszy, lekko kwaskowy środek. W sklepie przynajmniej porównałem więc metki: sklep firmowy sprzedaje praktycznie za te same pieniądze co supermarket, żadnej pamiątkowej marży tu nie ma. Te same cukierki za te same pieniądze.