Przejdź do treści

Kraje
Dokąd dalej? O mnie Kontakt Newsletter

Cozonac: rumuński świąteczny słodki chleb

Dan Špaňhel Rumunia Zaktualizowano Brak komentarzy

Najstarszy zachowany rumuński przepis na cozonac zaczyna się od dwudziestu jeden jajek. Dalej trzy kilogramy mąki i trzy litry roztopionego masła, a o tym, dla ilu osób to wszystko ma wystarczyć, przepis nie wspomina ani słowem - w 1841 roku najwyraźniej było to oczywiste.

Cozonac to świąteczny wypiek z bogatego ciasta drożdżowego, które kuchnia rumuńska napełnia orzechami, kakao, makiem albo rodzynkami, zwija w spiralę i piecze w podłużnej formie; kroi się go na kromki jak chleb, a trafia na stół i w Boże Narodzenie, i w Wielkanoc. Jajek od tamtej pory ubyło. Wymagań nie.

Cozonac: kromka z ciemnym nadzieniem i kostkami lokum.
Cozonac: kromka z ciemnym nadzieniem i kostkami lokum.

Lalka, która ruszyła na północ

Nazwa jest jak akt urodzenia, tyle że wystawiono go za granicą. Rumuńskie słowniki wywodzą cozonac od nowogreckiego kosonáki, zdrobnienia od kosóna, czyli lalki - zawinięty bochenek miał podobno przypominać figurkę w powijakach. Słowo powędrowało potem dalej na północ: bułgarski kozunak zapożyczył je według bułgarskich językoznawców z rumuńskiego, a nie odwrotnie, choć brzmi, jakby to Bałkany były pierwsze. Wymawia się je kozonak, z akcentem na ostatniej sylabie.

Cozonac to wypiek typowo rumuński i mołdawski, ale należy do rodziny, która obejmuje cały południowy wschód Europy. Kuchnia bułgarska piecze kozunak wyłącznie na Wielkanoc i zaplata go w warkocz, greckie tsoureki pachnie mahlebem i mastyksem i ma w środku zapieczone czerwone jajko, a włoskie panettone jest wyższe, bardziej puszyste i nadzienia w środku nie ma - kandyzowane owoce ma rozsypane w cieście. Rumuński cozonac różni się od nich wszystkich tym, że nadzienie zwija do środka w spiralę i że żadne święto nie ma go na wyłączność: piecze się go na Boże Narodzenie, na Wielkanoc, na wesele i bez żadnej okazji, kiedy akurat wypada niedziela.

Chleb, który stał się deserem dopiero za komunizmu

Jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku rumuńskie słowniki traktowały go jako rodzaj chleba, bez wzmianki o nadzieniu; jako deser opisują go dopiero wydania po 1960 roku. Cozonac stał się więc deserem oficjalnie, na papierze, mniej więcej wtedy, kiedy kuchnia robiła z niego coraz bogatsze ciasto. Rumuńskie serwisy kulinarne chętnie dorzucają do tego rodowód w starożytnym Egipcie, ale to ogólna legenda o miodowym chlebie, która pasuje do każdego słodkiego wypieku na świecie, a kto szuka udokumentowanego początku, trafia do książki kucharskiej Kogălniceanu i Negruzziego z 1841 roku. Pisano ją dla domów bojarskich i według niej cozonaca jadano do wszystkiego, do zupy i do pieczystego - dziś jada się go samego i kroi dopiero przy stole.

Co jest w cozonacu i jak poznać ten dobry

Najważniejsze jest bogate ciasto: mąka, mleko, dużo żółtek, masło i drożdże, do tego skórka cytrynowa i wanilia, a w wersji mołdawskiej jeszcze sztuczka z zaparzoną mąką, dzięki której bochenek pozostaje wilgotny nawet czwartego dnia. Nadzienie jest sprawą drugorzędną i każdy region rozwiązał je inaczej - orzechy z kakao, mak, rodzynki, a od lat dziewięćdziesiątych także tureckie lokum, którego kostki wyglądają dziś na odwieczną tradycję, a w rumuńskich przepisach przed 1990 rokiem w ogóle się nie pojawiają. Po upieczeniu cozonac ma wyglądać jak świąteczna chałka, tylko zamiast warkocza ma nadzienie zwinięte w środku; i przede wszystkim nie powinno się go kroić, tylko rwać. Dobry cozonac rwie się bowiem wzdłuż włókien, na długie pasma jak sznur - Rumuni nazywają to se rupe în fâșii i jest to najpewniejszy test, jaki przeprowadzisz w piekarni gołymi rękami. Przemysłowy cozonac na margarynie tylko się kruszy.

Piecze się go w domu, przy rodzinnej krzątaninie, którą dyrygują matki i babcie, i według zasad, które brzmią jak zabobon, a są prawami fizyki: drzwi do kuchni zamknięte, żeby przeciąg nie zdmuchnął rosnącego ciasta, piekarnika przez pierwsze dwadzieścia minut nie otwierać, bo bochenek opadnie. Kto w domu nie piecze, kupuje go w cofetărie albo w piekarni, gdzie kroją go na kromki i sprzedają także poza świętami. Cozonac z supermarketu, zrobiony na margarynie w kilka godzin, to nie jest ten, o którym tu mowa.

Kromka na stojąco w Jassach

Cozonaca jadłem w Jassach, na stojąco, w słońcu, jako przekąskę - jedną grubą kromkę z ciemnym nadzieniem, w które ktoś wmieszał zielone i bursztynowe kostki lokum. Ciasto rwało się warstwami, tak jak powinno, i było słodkie tylko umiarkowanie; słodyczy dodawało dopiero lokum, które w upale kleiło się do zębów jak żelek, podczas gdy ciemne kakaowe nadzienie między warstwami było lekko gorzkie i tę słodycz równoważyło.

Dan Špaňhel

Dan Špaňhel

Jestem Dan. Piszę tylko o tym, czego sam spróbowałem - od ulicznego straganu po gwiazdkę Michelin. Dla jedzenia zjeździłem pół świata i spróbowałem wszystkiego, co możliwe - i niemożliwe.

O mnie Kontakt

Może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.