Przejdź do treści

Kraje
Dokąd dalej? O mnie Kontakt Newsletter

Chałwa: kruchy sezamowy przysmak wschodniego basenu Morza Śródziemnego

Dan Špaňhel Izrael Zaktualizowano Brak komentarzy

Chałwę na targu sprzedaje się na kilogramy. Karteczki przy blokach podają cenę za kilogram, sprzedawca odkrawa nożem kawałek z cegły wielkiej jak bochenek chleba, a ostatnie słowo należy do wagi. Tyle że kilograma chałwy nikt nie zje za jednym razem; to przysmak, który kupuje się na kilogramy, a jada po plasterku - najlepiej cienkim i do kawy.

Chałwa (po hebrajsku: חלווה) to twardy, kruchy wyrób cukierniczy ze zmielonego sezamu i cukru, którego kuchnia izraelska nie wymyśliła, za to kroi go z bloków na każdym targu - gładki, z pistacjami, z kakao, z kawą i w kilkudziesięciu innych smakach.

Chałwa: bloki sezamowego przysmaku, gładkie i z orzechami.
Chałwa: bloki sezamowego przysmaku, gładkie i z orzechami.

Jedno słowo, wiele słodyczy

Nazwa mówi mniej, niż mogłoby się wydawać. Arabskie halwa oznacza po prostu przysmak, a pełna nazwa wersji sezamowej brzmi halawa tahinija, czyli przysmak z tahini. Pod jednym słowem kryje się więc cała rodzina słodyczy, które łączy tylko nazwa i twarda konsystencja. Sezamowa chałwa jest wspólna dla całego wschodniego basenu Morza Śródziemnego: w Palestynie jej stolicą jest Nablus, którego młyny mielą tahini od ponad stu lat, kuchnia turecka zna ją jako tahin helvası i uważa za swój typowy przysmak, choć kto poprosi tam po prostu o "helvę", dostanie raczej ciepłe irmik helvası z semoliny, spokrewnione z sezamową tylko z nazwy. Kuchnia grecka nazywa sezamową chałwę "macedońską" - nie od pochodzenia, ale od regionu, do którego przynieśli ją w 1922 roku uchodźcy z Azji Mniejszej. Chałwa słonecznikowa ze sklepowych półek u nas w Czechach to wschodnioeuropejski zamiennik drogiego, sprowadzanego sezamu, a irańska halva zard to szafranowa kaszka, która z sezamowym blokiem nie spotka się na żadnym talerzu.

Cztery diaspory i warsztat o powierzchni stu osiemdziesięciu metrów

Kto wymyślił sezamową chałwę, nie powie Ci nawet hebrajska Wikipedia; sezam tłoczy się w Lewancie od tysięcy lat, a pierwszego bloku nikt nie datował. Izraelski rozdział jest za to krótki i precyzyjny. W 1929 roku imigranci z Turcji, Polski, Grecji i Rosji wynajęli w Tel Awiwie warsztat o powierzchni stu osiemdziesięciu metrów kwadratowych i zaczęli w nim mieszać tahini i chałwę; firmę nazwali Achva, czyli braterstwo. Cztery diaspory dogadały się co do jednej receptury i ta zgoda trwa do dziś, co w tej części świata jest nie lada osiągnięciem. W blokach, które wychodzą z takiego warsztatu, miodu nie ma - standardem jest cukier albo syrop glukozowy, a miód trafia się tylko w domowych recepturach.

Cukier, który nauczył się być włóknem

Składniki są dwa i oba zwyczajne: tahini, gładka pasta z prażonego sezamu, i syrop cukrowy zagotowany do mniej więcej 120 stopni. O wszystkim decyduje stygnięcie. Cukier rozproszony w sezamowym tłuszczu ponownie krystalizuje i zamiast twardej cegły powstaje masa z delikatnych włókien, która kruszy się pod nożem i rozpływa na języku. Najbardziej przypomina to watę cukrową z jarmarku, gdyby ktoś sprasował ją w kostkę i nasycił sezamem. Tureckie wytwórnie dodają jeszcze wywar z korzenia mydlnicy lekarskiej, żeby masa się spieniła. Urządzenie, które na jerozolimskim targu wziąłem za prasę do chałwy, było najpewniej młynem: sezam mieli się tu na kamieniach, a na najbardziej znanym straganie jest sprowadzany aż z Etiopii. Prasa nie miałaby tu czego szukać: chałwę miesza się tak długo, aż stężeje.

Jada się ją po trochu i bez sztućców: plasterek do kawy, kostka na śniadanie, w sklepach sprzedawana w batonikach jak musli, więc nosi się ją w kieszeni jak czekoladę. Nie jest przypisana do żadnego święta, to przysmak na co dzień. Ta z targu różni się od pakowanej tym, że powstała niedawno i kroi się ją na życzenie - a stragan Halva Kingdom na Machaneh Yehudah ma w ofercie około stu jej rodzajów, łącznie z pesto i chilli. Chałwy próbuje się małymi kawałkami i kupuje kilka rodzajów naraz; kilogram jednego smaku to odwaga, do której przydaje się dwanaście osób w domu i duży dzbanek kawy.

Krojona z bloku na Machaneh Yehudah

Chałwę jadłem w Jerozolimie, na targowisku Machaneh Yehudah (zobacz Gdzie zjeść w Jerozolimie), gdzie wieczorem sprzedawało ją kilka straganów naraz: bloki poustawiane w rzędach, gładkie i obtoczone w pistacjach, nad nimi karteczki z ceną po hebrajsku. Sprzedawca odkroi tyle, ile powiesz, a świeżo wymieszana chałwa różni się od tej z pudełka już przy pierwszym kęsie - jest wilgotniejsza, włókna łatwo się rozdzielają, a sezam ma w niej lekko gorzki ton, którego cukier nie zagłusza, tylko zaokrągla. Pistacjowa dokłada do tego słony orzech. Cena wynosiła około 99 ILS (28 EUR) za kilogram, ale kilograma nikt tam, z tego co widziałem, nie kupował; kupuje się kawałki i próbuje smaków. Ja przeszedłem przez kilka, przy każdym straganie jeden.

Dan Špaňhel

Dan Špaňhel

Jestem Dan. Piszę tylko o tym, czego sam spróbowałem - od ulicznego straganu po gwiazdkę Michelin. Dla jedzenia zjeździłem pół świata i spróbowałem wszystkiego, co możliwe - i niemożliwe.

O mnie Kontakt

Może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.