Restauracja Rhomphaia: rybi obiad pod trackim mieczem w Bałcziku
Do Bałcziku przyjechałem przygotowany tak, że doceniłby to każdy przewodnik: dwie wybrane wcześniej restauracje z typową wiejską kuchnią. Tyle że pierwszą zajęła tego dnia w całości prywatna impreza, a druga godzinę po otwarciu wciąż wyglądała na zamkniętą - była sobota poza sezonem i najwyraźniej nikomu to nie przeszkadzało. Przyszedł więc czas na plan, którego nie miałem.
Rhomphaia (po bułgarsku Ромфея) to restauracja rybna tuż nad brzegiem morza w Bałcziku, serwuje czarnomorską klasykę kuchni bułgarskiej: gęstą rybną czorbę i smażone rybki popczeta.

Miecz, Trakowie i rumuńska królowa
Nazwa lokalu wygląda jak z karty dań, a w rzeczywistości jest z podręcznika historii. Rhomphaia była dwuręcznym mieczem trackiej piechoty, zwykle o długości od 140 do 150 centymetrów; według antycznych źródeł Trakowie podcinali nim koniom ścięgna, a bojowym słoniom trąby. Restauracja, której nazwa pochodzi od bojowego miecza trackiej piechoty, serwuje dziś zupę i smażone rybki z cytryną - spokojniejszej emerytury broń nie mogła sobie wymarzyć. A nazwa wcale nie jest wzięta z sufitu: w miejscu dzisiejszego Bałcziku Trakowie żyli na długo przed tym, jak greccy osadnicy założyli tu miasteczko Krunoy, późniejsze Dionizopolis. Nazwa sięga więc najstarszej warstwy miasta.
Bałczik wznosi się od morza tarasami, mieszka w nim jakieś dziewięć i pół tysiąca ludzi, a najsłynniejszy rozdział jego historii dopisała obca korona. W latach 1913-1940 miasto należało do Rumunii, a rumuńska królowa Maria kazała sobie tu zbudować letnią rezydencję Ciche Gniazdo z ogrodem botanicznym, który bywa stawiany na drugim miejscu w Europie, zaraz za monakijskim. Do Bułgarii Bałczik wrócił dopiero na mocy traktatu podpisanego w Krajowej - największa atrakcja miasta pozostaje więc rumuńskim dziedzictwem, a oba kraje znoszą to z godnym podziwu spokojem. Z Warny dojedziesz tu bezpośrednim autobusem w niecałą godzinę.
Czorba, nie supa
Na zupę rybną nie mówi się tu supa, tylko czorba - i tę różnicę widać na talerzu. Supa to po bułgarsku wszystko, co rzadsze i podawane na początek, czorba to danie gęste, z porządnym udziałem mięsa. Kto zamawia rybną czorbę jako lekką przystawkę, ten jej nie docenił: spokojnie wystarczy za danie główne. Gotuje się ją w całej Bułgarii, nad rzekami z ryb słodkowodnych, a na wybrzeżu z morskich. Miseczka ostrego sosu z cytryną podawana osobno to nie wymysł jednego lokalu, tylko powszechny zwyczaj - doprawiać ma gość, nie kucharz. Podobną zupę zna cały region Morza Czarnego: kuchnia rumuńska mocno zakwasza swój borş de pește, turecka łagodzi balık çorbası żółtkiem z cytryną, a tą samą drogą idzie też grecka psarosoupa.

Popczeta to osobny rozdział. Pod nazwą, która jest zdrobnieniem słowa pop, kryje się nie jeden gatunek ryby, ale cała kompania drobiazgu z dna - w bułgarskich wodach kryje się pod tą nazwą dwadzieścia jeden gatunków. Księżowski przydomek rybka dostała podobno od kostki w kształcie krzyża, którą nosi w głowie; to powtarzana ludowa etymologia, ale Bułgarzy się jej trzymają. Smażone popczeta obtaczane w mące to specjalność czarnomorskiego wybrzeża - i w odróżnieniu od stynek, które chrupie się w całości, razem z ośćmi, popczeta trzeba oczyszczać z ości. Rolę drobiazgu połykanego w całości pełni tu mniejsza caca, czyli smażony szprot.

Obiad na wybrzeżu Bałcziku
W restauracji Rhomphaia siedziałem z widokiem prosto na morze i zacząłem, jak każe wybrzeże, od czorby. Razem z nią przyszła miseczka ostrego sosu i cytryna. Porcja była ogromna, na oko 300 do 400 mililitrów, jak przy rumuńskich zupach, a rybiego mięsa pływało w niej więcej, niż się spodziewałem za niecałe 3,20 EUR - kruchego, zupełnie bez ości; z ostrym sosem zupa była lekko pikantna i bardzo smaczna. Smażone popczeta zamówiłem potem już tylko jako zakąskę, za około 6,40 EUR: mięso znów pięknie kruche, tylko przy ościach musiałem się napracować. Do tego doszła jeszcze sałatka szopska i Kamenitza, a na koniec kieliszek brandy Pliska. Potem ruszyłem dalej wzdłuż wybrzeża. Lokal nosi nazwę broni, która podcinała ścięgna bojowym koniom - jedyne, na co musiałem uważać przy stole, to ości tych rybek.
Rhomphaia