Przejdź do treści

Kraje
Dokąd dalej? O mnie Kontakt Newsletter

Tête de Moine: szwajcarski ser, który struga się w rozetki

Dan Špaňhel Szwajcaria Zaktualizowano Brak komentarzy

Prawie każdy ser na świecie się kroi. Tête de Moine się nie kroi, bo nóż zrobiłby z niego tylko kolejny twardy ser o ostrym smaku. Kto weźmie się do niego z nożem, traci to, co najważniejsze: dopiero cienki, pofalowany wiórek, który rozpływa się na języku, zanim zdążysz go ugryźć, daje smakowi przestrzeń.

Tête de Moine to półtwardy szwajcarski ser z surowego mleka krowiego z gór Jura, którego się nie kroi, tylko struga specjalnym urządzeniem w cienkie rozetki - i w tej postaci, pikantny i z nazwą "głowa mnicha", znają go daleko poza Szwajcarią.

Tête de Moine: gotowe rozetki w opakowaniu.
Tête de Moine: gotowe rozetki w opakowaniu.

Co oznacza Tête de Moine i gdzie wszędzie się go struga

Po francusku to dosłownie głowa mnicha, a przewodniki najchętniej powtarzają, że rozetki goli się z wierzchu bochenka tak samo, jak mnichom golono tonsurę na czubku głowy. Tyle że przez blisko sześć wieków ser nazywał się po prostu Fromage de Bellelay, od opactwa, w którym powstał, a "Tête de Moine" zapisano po raz pierwszy dopiero w 1790 roku, w urzędowym cenniku z czasów, gdy okolicę zajęła rewolucyjna Francja. Według jednej wersji tak drwiąco mówili o nim francuscy żołnierze, według drugiej ser liczono na klasztornym dziedzińcu "na głowy mnichów", jako roczny przydział. Pewne jest tylko to, że nazwa jest młodsza niż mnisi, którzy mieli ją nosić - i że ser trzyma się jej do dziś.

Wytwarzać go może tylko osiem serowarni w czterech okręgach kantonu Jura i Jury Berneńskiej, w górach francuskojęzycznej Szwajcarii; od przełomu tysiącleci pilnuje tego chroniona nazwa pochodzenia AOP, a dziesięć lat później dołączyła ochrona Unii Europejskiej. To ser regionalny o ogólnoszwajcarskiej renomie, a ponad połowa produkcji jedzie za granicę. Uwaga na mapę: pasmo Jury ciągnie się dalej do Francji, gdzie robi się Comté i Morbier - zupełnie inna rodzina serów, żadnego pokrewieństwa. Wśród szwajcarskich serów najbliżej mu do Appenzellera (podobnie pikantny, ale kroi się w plastry), a z tej samej Jury pochodzi Vacherin Mont-d'Or, miękki zimowy ser w świerkowej obręczy, który je się łyżeczką. Tête de Moine jest jedynym z nich, który dostał własne narzędzie.

Kto wymyślił Tête de Moine i kto go struga

Zaczyna się w opactwie Bellelay, klasztorze norbertanów założonym w XII wieku na wzgórzach Jury Berneńskiej. Najstarszy zapis pochodzi z 1192 roku i nie mówi o recepturze, tylko o daninie: ser z Bellelay oddawano jako część lenna. Wyobrażenie mnichów przy kotle to legenda - mnisi jedynie nadzorowali produkcję, przy mleku stali poddani chłopi z okolicy. Kiedy rewolucja francuska wygnała ich z klasztoru, ser został w gospodarstwach, a chłop Hofstetter odniósł z nim w XIX wieku sukces na wystawie światowej w Paryżu i bochenki jechały aż do Rosji. Przez cały ten czas ser skrobano nożem. Maszynkę girolle, która dziś należy do niego tak samo jak talerz, zbudował w 1982 roku mechanik Nicolas Crevoisier z jurajskiej wsi Lajoux; nazwę dała jej jego córka - od kurki, bo wiórki przypominały jej kapelusz tego grzyba - a sprzedano ponad trzy miliony sztuk. Narzędzie, które dziś wygląda na odwieczną tradycję, jest więc mniej więcej moim rówieśnikiem.

Tête de Moine: rozetka strugana z sera.
Tête de Moine: rozetka strugana z sera.

Jak smakuje Tête de Moine i jak się go je

Składniki są trzy: surowe mleko krowie z górskich hal, miedziany kocioł i czas. Bochenek ważący od siedmiuset do dziewięciuset gramów dojrzewa co najmniej 75 dni na świerkowych deskach w wilgotnej piwnicy, a przez cały ten czas skórkę myje się solanką, która barwi ją na brązowo i daje serowi moc; Réserve dojrzewa ponad cztery miesiące i to czuć. Różnicę robi jednak dopiero girolle: ser nabija się na trzpień, nóż obraca się wokół niego i zbiera z powierzchni cieniutką warstwę, która sama zwija się w rozetkę - tak jak w domu skrobie się nożem wiórki czekoladowe z tabliczki na ciasto. To temperówka na odwrót - obraca się ostrze, a ołówek stoi w miejscu. Wiórek ma dużą powierzchnię, na języku rozpuszcza się od razu, i ten sam ser, który w plastrze byłby tylko słony i ostry, nagle odsłania orzechowy posmak.

Rozetki pasują na stół do aperitifu i na deskę serów, gdzie znikają pierwsze, bo bierze się je palcami. W drugiej połowie XIX wieku ser robiono tylko dwa razy do roku, na Boże Narodzenie i na Wielkanoc, a w Niemczech i nie tylko do dziś jest lubianym prezentem świątecznym. Kto wiezie go do domu, niech w sklepie sięgnie po pół bochenka i girolle, a nie po pudełko gotowych rozetek - w przeliczeniu na sto gramów bochenek wychodzi wyraźnie taniej, a struganie to połowa zabawy.

Tête de Moine: opakowanie z oznaczeniem AOP.
Tête de Moine: opakowanie z oznaczeniem AOP.

Pudełko rozetek ze szwajcarskiego supermarketu

Przyznaję od razu, że girolle nigdy nie miałem w ręku. Swojego Tête de Moine kupiłem w szwajcarskim supermarkecie już gotowego: pudełko ze 120 gramami rozetek od Emmi, z pieczątką AOP na spodzie, za 5,95 CHF (5,95 EUR). Otworzyłem je na dworze w słońcu i pod światło wiórki były cieńsze od papieru. Najpierw przychodzi sól i ostry, pikantny pazur, potem rozetka się rozpływa i zostaje po niej orzechowy, prawie słodki posmak, który trzyma się dłużej niż sam ser. Pudełko zniknęło, zanim zdążyłem wymyślić, do czego je wykorzystam.

Dan Špaňhel

Dan Špaňhel

Jestem Dan. Piszę tylko o tym, czego sam spróbowałem - od ulicznego straganu po gwiazdkę Michelin. Dla jedzenia zjeździłem pół świata i spróbowałem wszystkiego, co możliwe - i niemożliwe.

O mnie Kontakt

Może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.