Przejdź do treści

Kraje
Dokąd dalej? O mnie Kontakt Newsletter

Hiszpańskie śniadanie: tostada, churros i piwo o dziesiątej rano

Dan Špaňhel Hiszpania Zaktualizowano Brak komentarzy

Najpiękniejsza sala, w jakiej jadłem śniadanie w Hiszpanii, ma sufit z 1903 roku, ściany wyłożone płytkami w stylu mudéjar i nazwę wziętą od innego miasta: Café Iruña w Bilbao nosi imię Pampeluny, bo tak brzmi Pampeluna po baskijsku. Na marmurową ladę w takiej scenerii trafia śniadanie, które zmieściłoby się w dłoni: jedna kromka opieczonego chleba, pomidor, kilka plasterków szynki. Nic więcej nie przychodzi i nikt nie uważa tego za ubóstwo.

Hiszpańskie śniadanie (po hiszpańsku: desayuno) to najmniejszy posiłek dnia w kuchni hiszpańskiej: opieczony chleb z oliwą z oliwek, pomidorem albo szynką, do tego kawa z mlekiem i często szklanka świeżo wyciśniętego soku pomarańczowego. Słodka strona to churros z gęstą czekoladą i wypieki z piekarni, słona - tortilla i kanapki. Na śniadanie nie jada się natomiast tapas ani obfitych dań; te Hiszpania zostawia sobie na później.

Tostada con jamón: opieczony chleb z pomidorem i szynką ibérico.
Tostada con jamón: opieczony chleb z pomidorem i szynką ibérico.

Tostada z pomidorem: chleb, pomidor i spór o to, jak przenieść jedno na drugie

Podstawowe śniadanie zamawia się trzema słowami: tostada con tomate. Opieczony chleb, na nim pomidor, oliwa z oliwek i sól; kto chce więcej, dokłada szynkę albo ser, kto chce mniej, mówi media tostada i dostaje połówkę. Katalończycy nazywają to pa amb tomàquet i pomidora nie rozsmarowują na chlebie łyżką, tylko przekrojoną połówką owocu, którą trą o skórkę, aż w dłoni zostaje sama łupinka; Andaluzja i Madryt pomidora ścierają na tarce i smarują. To jedno danie, dwie techniki i jeden nieustający spór o to, kto je wymyślił. Katalonia ma najstarszy zapis z 1884 roku, kiedy Pompeu Gener układał w Paryżu wiersze o tym, co mu smakuje w domu; historycy umieszczają początki w XVIII wieku, w wiejskich gospodarstwach, gdzie pomidorem zmiękczano twardy chleb. A w 1984 roku fotograf Leopoldo Pomés poświęcił temu całą książkę, "Teoria i praktyka chleba z pomidorem", więc danie z dwóch składników ma także własną teorię. Każdy, kto kiedyś w sierpniu pokroił na chleb pomidora z własnej grządki i posolił go, ma ten smak w pamięci; Katalończycy tylko pominęli nóż.

Chleb zmienia się razem z regionem. W Andaluzji zastępuje go mollete, płaska miękka bułka, której nazwa wzięła się od słowa muelle, czyli miękki; mollete z Antequery ma od 2020 roku chronione oznaczenie geograficzne, a w Kadyksie i Maladze smaruje się go z rana manteca colorá, smalcem zabarwionym papryką i przerośniętym włóknami mięsa - to śniadanie, o którym reszta Hiszpanii prawie nie wie. Mollete z pomidorem i szynką dostałem zresztą nie w Andaluzji, tylko w barze w Haro w La Rioja, na drugim końcu kraju - z kawą z mlekiem i szklaneczką soku pomarańczowego za 4 EUR. O oliwie piszę gdzie indziej (zob. hiszpańska oliwa z oliwek); tutaj wystarczy wiedzieć, że bez niej tostada nie jest skończona.

Mollete: miękka andaluzyjska bułka, tutaj z pomidorem i szynką.
Mollete: miękka andaluzyjska bułka, tutaj z pomidorem i szynką.

Tortilla, bocadillo i bikini: słone śniadanie w biegu

Kto chce na śniadanie czegoś konkretniejszego, wskazuje palcem leżącą na ladzie tortillę de patatas, omlet ziemniaczany, który leży tam od rana pokrojony na trójkąty i nikomu nie przyjdzie do głowy go podgrzewać. Trójkąt tortilli z kawałkiem chleba to w Hiszpanii śniadanie równie oczywiste jak tostada, tylko bardziej sycące; w barze w Haro kosztował 1,80 EUR, a warianty z farszem, choćby z grzybami i czosnkowym aioli, nieco więcej. Sporowi o to, czy w tortilli powinna być cebula, poświęciłem na tej stronie osobny artykuł; najbardziej lubię ją wtedy, gdy w środku jest jeszcze trochę płynna.

Tortilla de patatas: omlet ziemniaczany jako śniadanie z kawą i sokiem.
Tortilla de patatas: omlet ziemniaczany jako śniadanie z kawą i sokiem.
Tortilla z aioli: nadziewany wariant omletu ziemniaczanego z czosnkowym sosem.
Tortilla z aioli: nadziewany wariant omletu ziemniaczanego z czosnkowym sosem.

Bocadillo to hiszpańska kanapka: kawałek białej bagietki barra przekrojony wzdłuż i wypełniony tym, co akurat jest pod ręką, najczęściej szynką, serem, plastrem tortilli albo tuńczykiem. W Madrycie na małe bocadillo wielkości pięciu palców mówi się pulga, czyli pchła, w Katalonii każda kanapka to entrepà. Na półmetrowe bocadillos trafiłem na razie tylko na targowiskach, gdzie służą głównie za reklamę: półmetrowa kanapka po prostu przyciąga wzrok i dzieli się ją między kilka osób. Obok bocadillo leży na ladzie zapiekany tost z szynką i serem, na który w Barcelonie mówi się bikini. Z kostiumem kąpielowym nie ma nic wspólnego: nazwę wziął od sali tanecznej Sala Bikini przy Avenida Diagonal, otwartej w 1953 roku, gdzie go podawano i skąd goście zabrali go razem z nazwą. Reszta Hiszpanii nazywa go po prostu sándwich mixto, a Francja rozpoznałaby w nim swój croque monsieur bez beszamelu - mniej więcej tak, jak w tostadzie można rozpoznać bruschettę: zarys się zgadza, różnica tkwi w tym, co robi się z pomidorem.

Bocadillo i bikini: kanapka z bagietki i zapiekany tost z szynką i serem.
Bocadillo i bikini: kanapka z bagietki i zapiekany tost z szynką i serem.

Churros z czekoladą: słodkie śniadanie, które nie jest deserem

Słodka strona hiszpańskiego śniadania zaczyna się w churrerii. Churros to paluszki ciasta z mąki, wody i soli, wyciskane tylką w kształcie gwiazdki do gorącego oleju; porras to ich grubsze i bardziej miękkie rodzeństwo, spulchniane drożdżami. Nieodłącznym dodatkiem jest kubek czekolady tak gęstej, że paluszek stoi w niej pionowo, a rytuał jest jeden: maczać. Churros to śniadanie i podwieczorek, nie deser po obiedzie. Najsłynniejszy adres to madrycka czekoladziarnia Chocolatería San Ginés w przejściu za kościołem o tej samej nazwie: gospoda z 1890 roku zmieniła się w 1894 roku w churrerię, a w latach dwudziestych nazywano ją "El Maxim's golfo", mniej więcej Maxim's dla hulaków, bo kiedy kawiarnie przy Puerta del Sol zamykały się, światło paliło się już tylko tam. Filiżanka czekolady z sześcioma churros kosztowała tam 5,90 EUR. Kto chce do czekolady czegoś delikatniejszego niż smażone ciasto, dostanie biszkopty soletillas, w Katalonii zwane melindros; macza się je tak samo.

Churros z czekoladą: smażone ciasto maczane w gorącej czekoladzie.
Churros z czekoladą: smażone ciasto maczane w gorącej czekoladzie.

Napolitana, magdalena i co leży w witrynie piekarni

Druga słodka droga prowadzi do piekarni, gdzie wypieki nazywają się zbiorczo bollería. Napolitana to prostokąt ciasta francuskiego z czekoladą, który Francuz nazwałby pain au chocolat; z Neapolem nazwa nie ma udokumentowanego związku, a co do tego, skąd się wzięła, piekarze nie są zgodni. Croissant migdałowy to francuski gość, który się tu zadomowił. A magdalena, którą czasem opisuje się jako muszelkę, muszli wcale nie przypomina: kształt muszli ma francuska madeleine z metalowej foremki, hiszpańska magdalena piecze się w papilotce i wygląda jak mała muffinka z wypukłym czubkiem. W witrynie baskijskiej piekarni leżały do tego maślane bollo de mantequilla i pastel vasco, ciastko z kremem, w cenach około 2 EUR za sztukę. Statystyki jednak nie przeceniają roli piekarni: według badania hiszpańskiego ministerstwa rolnictwa na śniadanie wciąż prowadzi tostada z kawą, a słodkie wypieki i ciastka są dopiero za nią, i według badania żywieniowego ANIBES tylko jedna czwarta Hiszpanów je śniadanie na tyle pełne, żeby można je było nazwać kompletnym. Małe śniadanie ma statystykę po swojej stronie.

Bollería: słodkie wypieki baskijskiej piekarni na śniadanie.
Bollería: słodkie wypieki baskijskiej piekarni na śniadanie.

Café con leche, sok pomarańczowy i piwo o dziesiątej rano

Tostadzie towarzyszy café con leche, mocna kawa z mlekiem w małej filiżance, a w lepszym wypadku zumo de naranja natural, sok wyciskany z pomarańczy na Twoich oczach. Dzieci i część dorosłych jedzą na śniadanie ColaCao, kakao w proszku z Barcelony, które w 1946 roku wprowadzili na rynek dwaj szwagrowie jako pożywienie dla powojennych dzieci i które do dziś toczy w domach bój z Nesquikiem od Nestlé, młodszym na hiszpańskim rynku o siedemnaście lat. A o dziesiątej rano w barze pojawia się piwo. W Kraju Basków widywałem miejscowych z małym piwem, czyli zurito, albo z lampką wina obok porannego talerzyka tak często, że uznałem to za baskijską osobliwość. Otóż nie: bocadillo z kuflem piwa w przedpołudniowej przerwie to zwyczaj hiszpańskich robotników, nie baskijski wynalazek, w Walencji drugie śniadanie ma nawet własną nazwę, esmorzaret, i własne zasady (zaczyna się od piwa albo wina z lemoniadą cytrynową, kawa przychodzi dopiero na koniec, a kto zamówi ją od razu, ten się zdradza), a Bawaria wpadła na ten sam pomysł z białą kiełbaską i piwem pszenicznym. Europa nalewa sobie z rana więcej, niż się do tego przyznaje.

Zurito: małe baskijskie piwo, które nie czeka do południa.
Zurito: małe baskijskie piwo, które nie czeka do południa.

Dwa śniadania i jedna tostada w Bilbao

Hiszpański dzień ma dwa śniadania. Pierwsze, desayuno, załatwia się w domu albo przy ladzie w drodze do pracy i jest to zwykle kawa i niewiele więcej; drugie, w połowie przedpołudnia, almuerzo, to już tostada, tortilla albo bocadillo i często pierwszy posiłek dnia, który jada się poza domem. Według badania branżowego przynajmniej raz w tygodniu je śniadanie poza domem 81 procent Hiszpanów; bar jest tu częścią śniadania. Uwaga na słowo almuerzo: w większości Hiszpanii oznacza obiad, a w Walencji drugie śniadanie, więc zaproszenie "na almuerzo" o jedenastej to nie pomyłka, tylko inny region. A tapas na śniadanie się nie jada; na nie czeka się do wieczora.

Najbardziej uroczyste śniadanie jadłem w Bilbao, w Café Iruña naprzeciwko parku Jardines de Albia (zob. Gdzie zjeść w Bilbao), kawiarni, którą w 1903 roku otworzył Severo Unzue i kazał ozdobić jak pałac w stylu mudéjar. Wziąłem tostadę z pomidorem i szynką jamón ibérico, tę droższą z obu, i wyczułem to od razu: chleb chrupiący tylko z wierzchu, pomidor zimny i kwaśny pod ciepłą szynką, której tłuszcz zaczął się na chlebie rozpuszczać, zanim zjadłem połowę, i sól, której nie trzeba już było dosypywać. Kosztowała 2,80 EUR, nieco więcej niż gdzie indziej, a za ten sufit cennik nie dolicza prawie nic. Wydało mi się to sprawiedliwe: wnętrze Iruñy jest wyjątkowe, jedzenie takie samo jak lada w Haro. Pałac należy do Bilbao. Śniadanie - do całej Hiszpanii.

Dan Špaňhel

Dan Špaňhel

Jestem Dan. Piszę tylko o tym, czego sam spróbowałem - od ulicznego straganu po gwiazdkę Michelin. Dla jedzenia zjeździłem pół świata i spróbowałem wszystkiego, co możliwe - i niemożliwe.

O mnie Kontakt

Może Ci się spodobać:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.